- Skoro chcesz się bić, to nie obrażaj mnie, marny tchórzu, tylko wyciągnij broń, i walcz ze mną! - warknęłam.
- Tak jak chciałaś. - odparł, wyciągając mroczną broń. A więc zaczęliśmy pojedynek. Walka trwała, nie wiem ile. Ale, nawet jeśli nie byliśmy ludźmi, w końcu zaczęliśmy się męczyć. Zmęczenie narastało, i walka była coraz mozolniejsza. Jednak jakimś cudem wytrąciłam mu broń z ręki. Oparłam się o ścianę, a nie sądziłam, że ma pod ręką kolejną broń. Z łatwością ją wyciągnął, i już miał mi przebić serce. Ale zawahał się.
- Proszę, zabij mnie. Zrób to, czego chcesz. - warknęłam. Nie wiedział on, iż zdobyłam nieśmiertelność, a więc nigdy nie uda mu się mnie zabić.
- Dobrze. - miał mi przebić serce, ale wokół mnie pojawiła się złota poświata, i nie mógł dalej ruszyć mieczem.
- A oto moc prawdziwego anioła! - powiedziałam, i wzniosłam się w powietrze.
Nero?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz